05 stycznia 2015

ANNY 499 Diamond cut- lakier satynowy jak szron

Na wstępie, życzę Wam moi drodzy czytelnicy oraz tym którzy weszli tu całkiem przypadkowo wszystkiego najlepszego na Nowy Rok, żeby się Wam pospełniały wszystkie marzenia i oby ten rok był jeszcze lepszy niż poprzedni:D


W ostatnim czasie lakiery do paznokci nieźle ewoluowały. Jak grzyby po deszczu zaczęły się pojawiać z różnymi wykończeniami, pękające, piaskowe, efekt skórzany czy satynowe. Moje serce w ciągu niespełna dwóch miesięcy skradły lakiery o wykończeniu satynowym, choć jeszcze na wakacjach dałabym się pokroić za piaskowca:P
Moim pierwszym lakierem satynowym było Vibo (ale pokarze go kiedy indziej). Efekt spodobał mi się tak bardzo że zakupiłam satynkę ANNY, a potem dostałam jeszcze jedną na Mikołajki. I właśnie tą mikołajkową Wam dzisiaj zaprezentuję:)

ANNY 499 Diamond cut- satin finish
Lakier nakłada się super i schnie wręcz ekspresowo. Pędzelek jest standardowy jak we wszystkich lakierach tej marki. Jedyną wadą akurat tego numerka jest potrzeba nałożenia 2-3 warstw aby uzyskać całkowite krycie. Jednak efekt szronu jaki uzyskujemy wynagradza wszystko:D  Pazurki są bardzo fajne w dotyku- przypominają mi trochę powłokę mojego telefonu he he. Dodatkowym atutem jest to że  nie rzuca się w oczy gdy zaczyna się ścierać.
Tak, tak kupiłam tą magiczną szczotkę:)
Bez lampy, w świetle które najbardziej przypomina światło dzienne.
W innym świetle.
Fotka z lampą.



22 grudnia 2014

Beautyblender, kilka słów na temat jajka;)


Dziś przedstawię Wam mój niedawny zakup do makijażu jakim jest sławny Beautyblender. Mój pędzel już się trochę zużył i miałam kupić nowy ale zamiast niego zakupiłam to jajko.
Testowałam je z wszystkimi podkładami jakie posiadam. Efekt jaki daje jajko jest taki jak obiecuje producent.  
"BeautyBlender – innowacyjna gąbka do makijażu stosowana przez szerokie grono topowych wizażystów w USA, Polsce, Francji oraz wielu innych krajach Europy i świata.
STWORZONY, BY ZAPEWNIĆ MAKIJAŻ W JAKOŚCI High Definition PRZY NAJWIĘKSZYCH ŚWIATOWYCH PRODUKCJACH KINOWYCH I TELEWIZYJNYCH.
beautyblender daje efekt makijażu wykonywanego metodą airbrush, pozostawiając cerę  perfekcyjnie wygładzoną i równomiernie pokrytą fluidem, podkładem w kompakcie czy też mineralnym pudrem sypkim. Wyjątkowa "zamszowa", zwarta struktura gąbki pozwala na znaczną oszczędność stosowanych kosmetyków." *
Swoje jajko zamówiłam ze specjalnym płynem do czyszczenia. Jak na moje oko to można je czyścić zwykłym płynem do pędzli.

Moim minusem do którego jak na razie ciężko mi się przyzwyczaić jest moczenie jajka przed użyciem. Dwa razy już malowałam się takim nieurośniętym bo z pośpiechu zapomniałam zmoczyć:P Jajko ma właśnie taką specjalną właściwość że pod wpływem zimnej wody zwiększa swoją objętość bodaj dwukrotnie. Staje się wtedy jeszcze bardziej mięciutkie i łatwiej rozprowadza podkład.
Podkład rozprowadzamy stemplując twarz. Żadne dziwne ruchy jak przy malowaniu pędzlem nie wchodzą tu w grę bo wtedy jajko nie chce malować. Powiem szczerze, że stemplowanie wydaje mi się nawet szybsze:P

Beautyblender i moje podkłady: Chanel Perfection Lumiere Velvet, Lancome Teint Visionnaire, Clinique Redness Solutions.
Największym plusem jajka jest to, że nie robi plam podkładu. Z pędzlami miałam z tym kłopot- po jakimś czasie jak podkład zaczynał schodzić to na twarzy robiły mi się plamy podkładu jakbym się nie równo umalowała: / A przecież było równo! Z jajkiem ten problem został wyeliminowany, podkład schodzi równomiernie. Podkład też lepiej stapia się ze skórą i nie widać tony szpachli na twarzy (serio- nałożyłam podkład jeden na drugi i naprawdę nie było wrażenia, że mi to zaraz odpadnie). 
Jajko testowałam też z różem Guerlain. Kupiłam go po tym jak kosmetyczka mnie nim pomalowała. Tylko, że jak ona go nałożyła to było super a ja z kolei nie miałam sobie z nim kompletnie poradzić. Już się na to wkurzyłam, bo za 170zł to kupiłabym dwa bezproblemowe róże Pupy. Postanowiłam wytestować to „cudo” z jajkiem i o dziwo efekt jest bardzo fajny:) Trzeba tylko uważać, aby za dużo go nie nałożyć, bo o to nawet z jajkiem jest łatwo.
Beautyblender z bliska.
Beautyblender nie jest jednak tani. Kosztuje 79zł, to trochę dużo za kawałek gąbki. Bo jednak jakby nie było to po prostu jest gąbka, fakt, że niezwykła, ale jednak gąbka. Sama nad jej zakupem dość długo się zastanawiałam. Poczytałam wiele opinii i opisów na blogach. Już prawie kupiłabym jajko Inglota, ale trafiłam na post na blogu no to pięknie i doszłam do wniosku, że jak mam kupić bubel a potem się wściekać, że nie działa („Biedny płaci dwa razy”) to lepiej od razu kupię oryginał. Używam jej już dobry miesiąc i cóż, z przykrością muszę stwierdzić, że nie jest zbyt trwała, lub po prostu zbyt brutalnie ją myję. Niestety kawałek się wyłupało, co w sumie i tak nie zmienia efektu makijażowego no, ale wkurza mnie ten latający farfocel.  

Mimo wszystko efekt, jaki osiągniemy przy użyciu Beautyblender jest na tyle świetny, że gorąco go polecam. Zastanawiam się czy by nie kupić sobie jeszcze jednego, aby mieć osobne do tego różu. Dodatkowo zakupię jednak zwykły pędzel na czarna godzinę.  

*opis ze strony o jajkach BB http://beautyblender.net.pl/